Plan króla Chryzotopa

  • by

Król Chryzotop siedział w swojej celi rozmyślając o okrutnym losie, jaki go spotkał. Przed paru laty został obalony przez juntę wojskową. Od tego czasu siedzi zamknięty w wieży. Ograniczono mu przestrzeń życiową do marnych 320m2 niezbędnych do życia komnat, plus kompleks sanitarny z sauną, piętnastometrowym basenikiem i jacuzzi. Obsługiwało go zaledwie 15 osób, a jego więzienny spacerniak ma tylko tysiąc hektarów. Nawet nie ma się gdzie konno rozpędzić… Co najgorsze, w ramach oszczędności catering mu dostarczano z zewnątrz, z pięciogwiazdkowej restauracji „Sheridan”. Co za wstyd dla monarchy!

Marny był jego los! W ciągu dnia miał prawo przyjąć tylko stu gości! Gdzie te bale sprzed lat!? Uczty, przyjęcia! Gdzie te podróże i audiencje dla tysięcy wielbiących go osób? Jego ulubieni projektanci i krawcy przybywali ledwie raz w tygodniu i nie sprowadzali już tak chętnie jedwabi i atłasów. Ograniczono mu przydział do dwóch nowych kompletów dowolnego typu garderoby na tydzień.

Tyle na koszt Państwa. Wszystkie inne swoje potrzeby, w tym pasję do koni czystej krwi i miłość do posiadania dzieł sztuki musiał finansować z własnych środków. Doszło nawet do tego, że musiał pracować! Żeby ratować swoje finanse, napisał parę książek o kulisach władzy i wydał w tłumaczeniach na 120 języków. Przez trzy lata nie schodził z list światowych bestsellerów.

Na domiar złego jego żona Deutrina uciekła z napotkanym bardem, a córka Idylla zniknęła w jakiejś sekcie.

Król jednak nie zamierzał się poddawać. Kryzys wieku średniego spowodował, że nie pragnął dawnego stylu życia. Chciał czegoś nowego, skromnego, cichego i własnego. Chciał wolności.

Kazał więc się prowadzić do samozwańczego Przewodniczącego Rady Ocalenia Królestwa, który był durnym, sadystycznym kacykiem, znęcającym się nad poddanymi i nieznającym litości. Był nim Jurny z Tarłowiska.

– Czego chcesz, eks-królu Chryzotopie?

Eks-król świetnie poruszał się w meandrach władzy, również tej samozwańczej, która w rzeczywistości była równie zdeprawowana, jak ta pomazańcza i równie zestrachana o swoje stołki, jak ta elekcyjna. Jedynie metody zniewalania ludu różniły się subtelnościami. Zasady obowiązywały wszędzie te same: lud musi się czegoś bać, nie może być jednomyślny, musi mieć dostateczną ilość tematów zastępczych, nad którymi może się pastwić oraz dostateczną ilość tanich rozrywek, które odwracają uwagę od niedoli życia codziennego.

– Przyszedłem prosić cię o przysługę, Przewodniczący.

– Więźniom nie przysługują przysługi.

„Wyszło mu masło maślane, pajac!”, pomyślał Chryzotop, chytrze zacierając ręce. Takiej odpowiedzi się spodziewał.

– To przysługa nie dla mnie, lecz dla świata.

– Cóż to za przysługa, o którą ośmielasz się prosić Radę Ocalenia Królestwa?

– Pozbaw świat ciężaru mojej osoby.

– Mam cię ściąć?

– Yyyy… trucizna byłaby lepsza.

– Nic z tego, cwaniaku! Zostałeś skazany na 1024 (210) lata więzienia i odsiedzisz ten wyrok co do sekundy.

Co oznaczało: „chcę cię mieć na oku do końca moich dni i nawet nie myśl o tym, że staniesz się męczennikiem”. Chryzotop w duchu odetchnął. Szło idealnie.

– Przewodniczący, nie pragnę władzy. Chcę sobie spokojnie żyć z moją miłością, piękną kobietą o urodzie dorównującej najwspanialszym gwiazdom Hollywood.

– Co to za kobieta? Mieszka w zamku?

Rybka połknęła haczyk.

– Jest moją dziewką łazienną. Codziennie sprawdza temperaturę mojej kąpieli.

– Dość! Odejdź, królu Huncwocie, zanim stracę cierpliwość.

Król w teatralny sposób spuścił głowę i powłócząc nogami udał się do swojego więzienia.

Nazajutrz rano, gdy służąca po spełnieniu swojej powinności wychodziła z jacuzzi, drzwi z impetem się otworzyły i stanął w nich Jurny z Tarłowiska. Zobaczył przed sobą piękność, której w skali od 1 do 10 dałby 15, może nawet 16.

– Chcę cię mieć! – wykrzyknął.

– Ależ Panie, jestem służącą króla Chryzotopa. Jemu winnam posłuszeństwo – rzekła wyćwiczona panienka płonąc sztucznym rumieńcem.

– Milcz! Znam prawo. Jeśli zostaniesz moją żoną, mogę cię wykupić z łap tego potwora.

Zarzucił na nią szatę, wziął na ręce i zaniósł przed oblicze tego, co poślubiał. Dziewka, zauroczona bogactwem i władzą swojego narzeczonego, nie oponowała. Po godzinie byli małżeństwem. Jurny pobiegł do Chryzotopa.

– Oddaj mi swoją dziewkę łazienną, bo ci wydłubię oczy!

– Ależ Przewodniczący, przecież ja ją kocham – Jurny nie widział skrzyżowanych na modłę amerykańską palców za plecami eks-króla.

– Jest moją żoną!

– Żoną? Od kiedy?

– Od pół godziny.

– O ja nieszczęśliwy! Zabrałeś mi królestwo, żonę, córkę, a teraz jeszcze miłość mojego życia. Nie oddam ci jej! Jest moją służącą.

– Mam prawo ją wykupić. Oddam ci królestwo.

Chryzotop nagle przestał płakać.

– Dobra, zgoda – rzekł szybko, zanim Jurny się zorientował, co się stało. Nie mógł się wycofać. Za dużo świadków, nie dało się ich wymordować lub zastraszyć. Eks-król podejmował właśnie śniadaniem swoich gości, kilku zaprzyjaźnionych monarchów.

I tak oto Chryzotop odzyskał swój tron. A ponieważ rządzić mu się nie chciało, zmienił ustrój na republikę, oddał całą odpowiedzialność premierowi, pozostawiając sobie miłość poddanych, splendor i sławę.

Znalazł sobie fajną dziewczynę i żyli długo i szczęśliwie.

P.S. Dziewka łazienna była z Photoshopa. Prawdziwa była nowa dziewczyna Chryzotopa, ale jej uroda była raczej wewnętrzna.

Kachna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *